Ze względu na brak kwater w Beskidzie Małym musiałem uciec w strugach ulewnego deszczu w okolice Zawoi Pod Babią Górę (Mosorne)
I tam zakończyłem szybko trekkingową przygodę po górkach, spadłem z dużej wysokości nad Wodospadem Mosornym kilka metrów w przepaść łapiąc się w ostatniej chwili po paru ładnych saltach za drzewko które uratowało mi życie, pięć metrów niżej była już tylko lita skała i wodospad. Mocno się potłukłem i złamałem nogę lecz wspaniałe panie na Izbie Przyjęć w Szpitalu w Suchej Beskidzkiej szybko doprowadziły mnie do formy wstawiając mi gips na nodze.
