Klimontów - dzielnica Sosnowca
Wstęp arrow Historia arrow Dziennik Alana
Dziennik Alana Utwórz PDF
 

Napisany przez Administrator, z 04-06-2008 12:28

Opublikowane w : Artykuły na temat historii Klimontowa, Historia dzielnicy


01.11.1944, środa
Dzisiejszy dzień należy pamiętać tylko z tego powodu, iż wreszcie porządnie się napiliśmy... Było nam bardzo wesoło przez następne kilka godzin.
Wielu Polaków opuszcza kopalnię. Wyjeżdżają do Gdańska, Krakowa...
Rano pojawiła się pogłoska, że kopalnia zostanie dziś zamknięta. Później zdementowano tą informację.

02.11.1944, czwartek
W nastroju satysfakcji spowodowanej posiadaniem wolnego dnia... Zmuszam się do wyczyszczenia mojej pobrudzonej lnianej maty.
W sąsiednim pokoju urządzono wystawę o Hitlerze.

03.11.1944, piątek
Na placu drzewnym-dzisiaj rozładowałem 3 tony materiału.
Skończyłem o 3.00, paskudne mokre popołudnie.
Rozmawiałem z Geordie'm o pisaniu.
Czuję się słaby z powodu ubogich niemieckich przydziałów, kawy bez mleka i cukru.
Buraki i tosty nie są zbyt zadowalająca dietą, ale to i tak lepiej niż w Poznaniu.
Obecnie otrzymujemy 500 g chleba na dzień, zupa wzbogacana jest poprzez dodawanie jedzenia z uszkodzonych paczek Czerwonego Krzyża, dżem i cukier- 1 uncja dziennie.
Otrzymujemy bardzo mało mydła. Nie dotyczy to górników, którzy otrzymują 5 sztuk miesięcznie.
Papierosy - 50 sztuk miesięcznie...jeśli przyjdą
Mimo, iż racje żywnościowe nie są zbyt bogate, nikt nie narzeka na kucharzy, w kuchni panuje wielka czystość.
W tym tygodniu mieliśmy jeden suchy obiad składający się z zacieru ziemniaczanego i sosu. Jutro będzie zacier, kotlety rybne (łosoś z paczek)
i buraki, których mamy tu pod dostatkiem.
Dzisiaj przyszły listy i paczki - niestety nie dla mnie.

04.11.1944, sobota
Bardzo zimno, wróciłem o 3.30
Paczki z papierosami i odzieżą, ale niestety znów nie dla mnie.
Nasila się plaga kradzieży mydła, czekolady i ubrań z paczek. Większość z tego ginie zanim dotrze do obozu.

05.11.1944, niedziela
Rano poszliśmy kopać rowy. W Poznaniu nie musieliśmy tak ciężko pracować. Wróciłem wykończony.
Rów: 2 m szeroki, 1.1 m głęboki, 3 m długi
Wszystko mokre: glina, piasek, kamienie, węgiel, okropieństwo!
Skończyliśmy o godz. 12.00 i poszliśmy na obiad.
Czerwona kapusta wygląda tragicznie po ugotowaniu.
Porządnie się wykąpałem.
Niemiec nie pozwolił nam udać się do składnicy paczek z Czerwonego Krzyża, tłumacząc to faktem, iż nie ma wystarczającej ilości strażników aby nas pilnować... głupie usprawiedliwienie.
Mesa parzyła dzisiaj herbatę.
Dostawa cukru na 10 dni (wychodzi 8 łyżeczek na osobę)...
Napisałem list do Bun życząc jej Wesołych Świąt...prawie złamałem sobie serce...
Boże! Jak długo jeszcze?

06.11.1944 , poniedziałek
Miałem dziś wolny dzień.

07.11. 1944, wtorek
Bardzo pomyślny dzień z powodu paczki z Czerwonego Krzyża. W jej skład wchodzi i 5 herbatników, mleko, rodzynki, dwa niemieckie proszki puddingu, trzy łyżki cukru - woda i .
Wstałem od stołu usatysfakcjonowany tą miłą zmianą.
Miałem całkiem sporo szczęścia w kartach i dominie - wygrałem około 30 RM.

08.11. 1944, środa
Głównym wydarzeniem dnia dzisiejszego są oczywiście opady śniegu. Najwcześniejszy śnieg jaki widziałem w Polsce od 4 lat..
Pracowałem dziś u ślusarza, miła odmiana.
Przyszły dodatkowe paczki, dostaliśmy masło, mleko, rodzynki i suszone śliwki.
Z powodu złej pogody i przeciekających dachów część mieszkańców została przeniesiona do innych pomieszczeń. Na nieszczęście trzech z nich trafiło do naszego pokoju i obecnie przebywają w nim 24 osoby.

09.11.1944, czwartek
Dostałem dziś trzy listy od Bun [narzeczona Alana], od matki i od Reda [brat Alana, w czasie wojny służył na HMS Venomous]
Załatwiałem dziś pewną sprawę z jednym Polakiem., czekam na odpowiedź z niecierpliwością
Znowu jest zimno i mokro.

10.11.1944, piątek
Znów w szlifierni, co za piekielny dzień! Śnieg, wiatr i deszcz. Ziemia jest coraz bardziej rozmokła. Wiatr jest surowy i mokry, daje przedsmak tutejszej zimy.
Nie wyobrażam sobie tego.
Zapłaciłem 12 RM za dwie puszki pasty do butów.
Ceny na czarnym rynku są zbliżone do tych w Poznaniu, ale z powodu dodatkowych racji żywnościowych, które dostają polscy górnicy, wszystko można tu o wiele łatwiej kupić niż w Poznaniu.
Ceny na czarnym rynku:
Chleb (1Kg) 12 -16 RM
Schnapps (1L) 120 RM.
Tytoń (10G) 1 RM
Papierosy (24 sztuki) 20 RM
Ceny masła i smalcu są podobne w całej III Rzeszy.
Z moich własnych obserwacji wynika, że Polacy nie mają tu tak ciężko jak w Poznaniu.
Nie muszą pracować aż tak ciężko i my też nie musimy.
{mospagebreak}
11.11.1944, sobota
Dostawa paczek. Znów nie dla mnie. Psiakrew!
Byłem dzisiaj u elektryków.
Nie trzeba dodawać, że było bardzo słabe oświetlenie...
Odpowiedziałem na dwa listy od Bun (z 16 i 30 sierpnia).

12.11.1944, niedziela
Miałem dziś dzień wolny od pracy. Zrobiłem pranie i wykąpałem się. Napisałem list do matki. Wysuszyłem mokre buty. Oprócz tego nie zrobiłem dziś niczego konstruktywnego...no może poza wspominaniem amerykańskich kolegów, którzy okazują nam tyle pomocy.

13.11.1944, poniedziałek
Wolny dzień. Pogoda jest śliczna i zainspirowała mnie, by wyszorować nasz kredens, który jest prawie - lecz nie całkiem - pusty.
Dostaliśmy dziś puszki, paczki z kawą, masło, rodzynki, cztery budynie w proszku (oby Niemcy ich nie skonfiskowali). Do tego trochę margaryny, oto całe nasze bogactwo.
P odczas nocy nastąpił atak powietrzny. Zostałem obudzony przez ciężką eksplozję, która miała miejsce niedaleko obozu. Artyleria przeciwlotnicza otworzyła ogień do nadlatujących samolotów. Syreny alarmowe wyły ostrzegając przed nalotem.
Usłyszałem, że 70 osób ma opuścić to miejsce, dziwne?
Szykuje się ciężka zima w tym obozie, ale myślę że podobnie ciężko jest
w całym Stalagu VIII B. A pomyśleć, że narzekaliśmy na Fort Rauch...

14. 11.1944, wtorek
Znów w dziale elektrycznym. Całkiem znośny dzień.
Były paczki i listy...
Niestety znów nie dla mnie...

15. 11.1944, środa
Dzisiaj powinienem, jak myślę, zanotować wielkimi literami- byłem na dole w kopalni!
420 m głębokości!
Ale pogłębia to tylko moją depresję.
Nie będę więcej o tym pisał.
Pierwszych 20 ludzi z 90 zostało wysłanych w nieznane części kopalni. Ja będę następny i nie wiem, czy mam być zadowolony czy zmartwiony?
Jedna rzecz jest dla mnie pewna - nigdzie indziej będzie dostaniemy takich dużych przydziałów za taką ilość pracy.

16. 11.1944, czwartek
Co za dzień! Przez cały czas kopaliśmy głębokie i wąskie rowy. Pogoda okropna, zamieć, wszędzie błoto.
Prawie brakuje mi sił by to opisać. Skończyliśmy, dzięki Bogu, o 3.00 i wróciłem do pokoju.
Łóżka musiały zostać poprzestawiane z powodu kilku wycieków w suficie i teraz, w konsekwencji, śpimy praktycznie koł